Facebook Twitter

Tirant lo Blanc

Joanot Martorell
Tirant Biały (Rozdział LXXXV)

Jak zostało ustanowione bractwo Zakonu Rycerzy Podwiązki

Minął nareszcie rok i jeden dzień i zakończono uroczyste świętowanie, kiedy jego wysokość król pan posłał do wszystkich stanów prośbę, by zechcieli poczekać kilka dni, bowiem jego wysokość pragnął ogłosić bractwo, które na nowo był ustanowił z dwudziestu sześciu rycerzy, a każdy bez żadnej nagany. I wszyscy bardzo chętnie zgodzili się zatrzymać. A przyczyna i początek onego bractwa, panie, była taka, bez kłamstwa żadnego, wedle opowieści, którą ja i rycerze tu obecni usłyszeliśmy byli z ust samego króla pana: otóż jednego dnia w czas zabawy, kiedy to urządzano długie tańce i król, skończywszy tańcować, przebywał, by zażyć odpoczynku, w jednym końcu sali, a królowa przebywała w drugim końcu ze swoimi pannami, zaś rycerze tańcowali z damami, zdarzyło się, że jedna panna, tańcząc z pewnym rycerzem, przybliżyła się do onego miejsca, gdzie był król, i z obrotem, który owa panna robiła, spadła jej podwiązka z pończochy, jak się wszystkim zdawało z lewej nogi, wełniana. Rycerze będący w pobliżu króla dojrzeli ową podwiązkę, co jej spadła na ziemię. Panna owa zwała się Madresilva, lecz nie sądźcie, panie, że była ona piękniejsza od inszych albo że cokolwiek z tego, co miała do pokazania, było wdzięczne. Znać w niej było nieco urody, nieco swobody w tańcu i w mowie, śpiewała znośnie, przecie, panie, znalazłoby się tam ze trzysta piękniejszych i z większą gracją niźli owa. Lecz ochota i chęci są u mężczyzn rozdzielone na wiele sposobów. Jeden z owych rycerzy, którzy blisko króla przebywali, rzekł jej:

– Madresilvo, zbroję z waszej nogi straciliście. Zda mi się, że musieliście mieć podłego pazia, że nie umiał wam jej przymocować.

Ona zaś, nieco zawstydzona, przestała tańczyć i ruszyła, by ją podnieść, jeno drugi rycerz był od niej szybszy i wziął ją. Król, skoro zobaczył podwiązkę w rękach rycerza, zaraz go przywołał i rzekł, by mu ją przymocował do nogi, na pończosze, po lewej stronie, pod kolanem.

Ową podwiązkę nosił król przeszło cztery miesiące i nigdy królowa nie rzekła mu słowa. A im wytworniej król się odziewał, tym chętniej nosił ją, wystawiając na pokaz całemu światu. I nie było nikogo w owym czasie, kto ośmieliłby się mu co rzec, tylko jeden sługa, który u króla był w łaskach i widział, że trwa to zbyt długo. Pewnego dnia, kiedy był z nim sam, rzekł mu:

– Panie, gdyby wysokość wasza wiedział, co ja wiem i co gadają cudzoziemcy i ludzie, z waszego własnego królestwa i królowa, i wszystkie damy dworskie!

– Co takiego? – rzekł król – Mów prędko!

– Panie, powiem wam to, bo wszyscy bardzo się dziwują owemu nowemu zwyczajowi, wedle którego wasza wysokość poczynacie sobie z tak marną i niegodną panną, niskiego urodzenia, która pomiędzy inszymi w niewielkim jest poważaniu, że wasza wysokość nosicie jej znak na sobie, wystawiając na pokaz całemu światu przez czas tak długi. Musiałaby być chyba królową albo cesarzową, żeby tyle ją wyróżniać. Bo jakże to, panie! Nie ma to, wasza wysokość, w tym waszym królestwie panien godniejszego pochodzenia, większej piękności, gracji i mądrości, pełnych wielu więcej przymiotów? Przecie królewskie ręce, że są dość długie, dosięgają tam, gdzie zapragną! Rzekł król:

– Zatem królowa jest z tego niezadowolona, a cudzoziemcy i ludzie z mego królestwa dziwują mi się? – Rzekł takie oto słowa po francusku: – Puni soyt qui mal hi pense!. Przeto obiecuję Bogu – rzekł król – że ustanowię i uczynię na pamiątkę tego zdarzenia zakon rycerski, by tak długo, jak świat trwać będzie, trwały w pamięci bractwo i zakon, które uczynię.

I zaraz nakazał zdjąć z siebie wełnianą podwiązkę, której nie chciał więcej nosić, co mu sprawiło wiele smutku, lecz nie okazał go wcale.

Potem, panie, kiedy zakończyły się uroczystości tak, jak to rzekłem waszej miłości, wydał następujące zarządzenie:

Najpierw, niech zostanie wzniesiona kaplica pod wezwaniem świętego Jerzego w zamku, który zwie się Ondisor, obok wdzięcznego osiedla, i niech owa kaplica zostanie wzniesiona na podobieństwo chóru kościoła klasztoru braci zakonnych, i po wejściu do kaplicy, po prawej stronie, niech zostaną ustawione dwa krzesła i po lewej stronie następne dwa, zaś stamtąd dalej, z każdej strony niech zostanie ustawionych jedenaście krzeseł, aż będzie ich dwadzieścia sześć krzeseł. I na każdym niech siedzi jeden rycerz a nad głową, ponad krzesłem, niech każdy rycerz ma miecz przednio złocony, a pokrycie pochwy niech będzie z brokatu albo z karmazynowej tkaniny, haftowane perłami albo srebrną nicią – tak, jak każdemu będzie się lepiej widziało – najprzedniejsze, jakie tylko będzie mógł mieć. Zaś obok miecza niech każdy ma wielki hełm, wykonany na podobieństwo tych do turnieju i mogą go mieć ze stali dobrze wypolerowanej albo z drewna przednio złoconego. Zaś ponad hełmem niech mają klejnot heraldyczny z dewizą, jak zechcą, a na oparciach krzeseł, na złotej albo srebrnej blaszce, niech zostanie wymalowany herb każdego rycerza i niech tam zostaną przyczepione.

Potem powiem waszej miłości o ceremoniach, jakie mają być odprawiane w kaplicy. Teraz zaś powiem, którzy rycerze zostali wybrani. Najpierw król wybrał dwudziestu pięciu rycerzy i z królem było ich dwudziestu sześciu. Król był pierwszym, który przysiągł przestrzegać nakazów zawartych w statucie zakonu i że żadnemu rycerzowi, który by prosił o przyjęcie, nie będzie to dane. Pierwszy spomiędzy wszystkich rycerzy został wybrany Tirant, ponieważ był najlepszy pomiędzy wszystkimi rycerzami. Potem zostali wybrani książę Walii, książę Bedford, książę Lancaster, książę Exeter, markiz Suffolk, markiz St. George, markiz Beaumont, John Warwick, wielki konetabl, hrabia Nortabar, hrabia Salisbury, hrabia Stafford, hrabia de Vilamur, hrabia de Marches Negres, hrabia de Joyosa Guarda, pan na Escala Rompuda, pan na Puigvert, pan na Terranova, jego miłość Johan Stuart, jego miłość Albert de Riuçech. Owi byli z królestwa. Zaś cudzoziemcy to: książę de Berry, książę d’Anjou, hrabia Flandrii. Było ich wszystkich dwudziestu sześciu rycerzy.

Panie, każdemu rycerzowi, którego myśleli wybrać, by wprowadzić w regułę bractwa, przygotowano taką oto uroczystość: wołali arcybiskupa albo biskupa i dawali mu statut bractwa, zamknięty i zapieczętowany, i posyłali go rycerzowi, którego myśleli wybrać, by przyłączył się do ich bractwa. Posyłali też suknię całą haftowaną w podwiązki i podbijaną sobolami, płaszcz długi, jako i suknia, do samej ziemi, podbijany gronostajami, z błękitnego adamaszku i z taśmą całą z białego jedwabiu, aby go podwiązywać, zaś poły płaszcza mogły opadać na ramiona i widać było i suknię, i płaszcz. Szaperon był haftowany i podbijany gronostajami. Haft miał kształt podwiązki, ta zaś była wykonana w następujący sposób, to jest: pasek do przypinania ze skuwką i sprzączką, taki, jaki noszą damy urodziwe i szlachetnie urodzone, żeby podtrzymywać pończochy, a kiedy już zapną podwiązkę, przekładają pasek za sprzączkę, robiąc węzełek, i skuwka paska zwisa prawie do połowy nogi. Zaś przez środek podwiązki idą wypisane takie oto słowa: Puni soyt qui mal hi pense. Suknia, płaszcz i szaperon, wszystkie są haftowane w podwiązki i każdy rycerz jest obowiązany przez wszystkie dni swego żywota nosić ją, tak w mieście czy w gródku, gdzie by przebywał, jako i poza nim, pod bronią albo w jakiejbądź innej sytuacji by był. A jeśliby zapomniał albo nie chciał jej nosić, jakibądź król herbowy albo herold, albo persewant, skoro zobaczy go bez podwiązki, ma wszelkie prawo zabrać mu z szyi złoty łańcuch albo to, co akurat nosi na głowie, albo miecz, albo co będzie miał, choćby był w obecności króla albo na rynku głównym by był. I każdy rycerz obowiązany jest za każdym razem, gdy jej nie nałoży, dwa eskudy złote dać królowi herbowemu albo heroldowi, albo persewantowi, zaś ten jest obowiązany z owych dwóch skudów jeden dać na wosk do jakiejbądź kaplicy świętego Jerzego, a drugi jest dla niego, po to, by nie zapomniał o tym.

I ów biskup albo arcybiskup, albo drugi kapłan ma iść jako poseł bractwa, nie zaś króla, i poprowadzi rycerza do kościoła, jakiegobądź, a jeśli byłby jakiś świętego Jerzego, do niego mają iść prosto. Zaś kapłan nakaże położyć im dłoń na kamieniu ołtarza i powie im, co następuje.

Traducido por Rozalya Sasor
Joanot Martorell, Tirant Biały (Rozdział LXXXV). Cracòvia: Księgarnia Akademicka, 2007
Tirant lo Blanch. Portada de la traducció espanyola. Valladolid, 1511
Buscador de autores
A-B-C-D - E-F-G - H - I
J - K - L - M - N - O - P - Q - R
S-T-U-V-W-X-Y-Z
Traducciones de la literatura catalana
Pueden consultar más páginas sobre la literatura catalana en traducción en:
Clásicos medievales
Con el soporte de: